Kategorie
Ostatnie
Popularne

Białorusini w powojennej Polsce. Cz. 1 (lata 1945 – 1956)

Silny związek z historią, przypisywany społecznościom pograniczy może tworzyć wyobrażenie przestrzeni statycznej, zamkniętej, niepodatnej na zmiany. Mogłoby się wydawać, że dynamika procesów społecznych omija peryferia, zdeterminowane przez czynniki, mające źródło wyłącznie w przeszłości. Jest to zbyt radykalna teza, nie można całkowicie odseparować pogranicza od współczesności, jednak w stereotypie „niegdysiejszości” tych ziem tkwi sporo prawdy. Należy szczegółowiej przyjrzeć się losom Białorusinów w Polsce, tym bardziej, że w procesach historycznych upatruje się nie tylko mechanizmów kształtujących obecne pogranicze, ale także czynników, mających silny wpływ na ich kształt w przyszłości. Generują one takie formy świadomości mniejszości, jak poczucie tożsamości narodowej, kulturowej, oddziaływają na autoidentyfikację jej członków oraz ich samoocenę, poczucie dumy wynikające z przynależności do danego narodu lub odwrotnie, deprecjację, wiarę we własną istotność, siłę lub słabość i niemoc. Wymienione aspekty funkcjonowania mniejszości nie są wyłącznie wypadkową czynników z przeszłości, ujęcie takie byłoby upraszczającym determinizmem historycznym, jednak, ich źródła należy dopatrywać się w złożonym spektrum wspólnej egzystencji dwóch narodów, które znalazły się na terytorium jednego państwa[1].

Po II wojnie światowej w granicach Polski na wschodzie znalazła się od wieków zamieszkująca te tereny wiejska ludność prawosławna o silnej tożsamości regionalnej, zaś nieuformowanej tożsamości narodowej. Po 1944 roku nastąpiły masowe przesiedlenia osób polskiej narodowości z terenów ZSRR do Polski oraz analogiczne migracje mieszkańców Białorusi i Ukrainy do wschodnich republik. Polskę opuścili wtedy w większości dojrzali narodowo Białorusini, w tym inteligencja. Nie mieli oni wprawdzie przymusu wyjazdu, ale bycie Białorusinem wiązało się z opinią kolaboranta. Istotnym bodźcem do opuszczenia kraju był strach przed represjami ze strony polskiej Armii Krajowej. Dodatkowo władza radziecka zastraszała negatywnymi konsekwencjami obcowania z polską większością. Ostatecznie na Białostocczyźnie pozostało około 200 tysięcy osób pochodzenia białoruskiego. Tamtą społeczność cechował przede wszystkim strach przed repatriacją, nieufność wobec władzy, którą w miastach w większości sprawowali Polacy. Białorusini współtworzyli struktury lokalne, przy czym mowa tutaj o samym pochodzeniu, nie o świadomości narodowej. Instytucjami białoruskimi w tamtym okresie były szkoły z językiem białoruskim. Środowisko mniejszości spajała przede wszystkim cerkiew, która nie zajmowała się jednak poruszaniem kwestii białoruskiej kultury czy tożsamości, jak jest zresztą do dziś. Natomiast język nie pełnił wtedy głównej funkcji integrującej[2].

Na lata 1947-55 przypada pierwsza fala asymilacji, czyli akulturacja, będąca przejmowaniem stylu życia społeczności dominującej. Polega ona przede wszystkim na upodobnieniu zewnętrznym do elementów charakterystycznych dla większości, czyli ubioru, języka, sposobów zachowywania się w sferze publicznej. Kwestia białoruskiej odrębności nie była w ogóle wtedy poruszana ani w sferze społecznej ani politycznej. Wprowadzenie języka ojczystego do szkół białoruskich, zrozumiałego dla wszystkich dzieci, w przeciwieństwie do języka polskiego, zażegnało wcześniejsze problemy dydaktyczne. W drugiej połowie lat 40. zaobserwować można początki procesu przemieszczania się ludności ze wsi do miast. Funkcjonowanie w miejskiej przestrzeni  publicznej powodowało przyjmowanie nowej społecznej roli – roli Polaka, podczas gdy w momencie powrotu do rodzinnej wsi zwracano się ku pierwotnej tożsamości „tutejszego” czy Białorusina. Licząc na awans społeczny, w miastach ukrywano swoją prawosławną wiarę i białoruskie pochodzenie. Prowadziło to do tęsknoty za tradycyjnym etosem oraz poczuciem straty w wyniku nagłego odcięcia od wiejskości przy niedającym się wykorzenić z dnia na dzień przywiązaniu do rodzinnej ziemi. Strach przed mieszkaniem wśród Polaków ustępował wraz z wejściem w nowe miejskie realia. Następował zintensyfikowany proces akulturacji[3].

Najwięcej osób przenosiło się do Białegostoku. Miasto to stanowiło największe niebezpieczeństwo dla rustykalnej białoruskości. Dlatego też stało się ono obiektem powszechnej krytyki, a pisarze „Białowieży” poświęcają mu  wiele uwagi na kartach swoich powieści, których akcja często bywa osadzona właśnie tam. Jako centrum regionu było i jest ono przestrzenią władzy, urzędów, a więc obszarem polskości oraz polonizacji. Wielu krytyków Białegostoku, między innymi Wiesław Kazanecki, zarzucało mu nie tylko niszczenie tożsamości białoruskiej, ale także brak własnej. Poeta nazywał go „miastem na krótkich nóżkach”[4]. Z przyczyn historycznych, jak zauważa Danuta Zawadzka, nie posiada ono wyobrażenia swojego długiego trwania, brakuje mu także pamięci kulturowej, tworzącej na przestrzeni miasta topografię miejsc symbolicznych, wyznaczających i tworzących poczucie wspólnotowości mieszkańców. Do takiego statusu Białegostoku przyczyniło się sąsiedztwo zmitologizowanej Litwy. Znajdując się pomiędzy Warszawą, a Wilnem, będącym „centrum polszczyzny” nie mógł on stworzyć własnej podmiotowości. Nie pasował do niego ani mit sarmacki ani martyrologiczny. Bez ukształtowanej tożsamości miasto ignoruje to, co regionalne, dominuje jedynie dyskurs narodowy, nieuwzględniający treści lokalnych[5]. Silny wpływ Białegostoku widać nie tylko na przykładzie literatury. Ludwig Zamenhof podkreślał, że idea stworzenia języka esperanto powstała pośrednio wskutek doświadczeń życia w tym mieście, gdzie badacz na co dzień doświadczał wrażenia pomieszania języków i nieporozumień:

To miejsce mojego urodzenia i lat dziecinnych, Białystok, nadało kierunek wszystkim moim przyszłym usiłowaniom. Mieszkańcy Białegostoku składali się z Rosjan, Polaków, Niemców i Żydów. […] Wychowano mnie jako idealistę, nauczono, że wszyscy ludzie są braćmi, gdy tymczasem na ulicy i na podwórku wszystko na każdym kroku dawało mi znać, iż ludzie nie istnieją, istnieją jedynie Rosjanie, Polacy, Niemcy, Żydzi itd[6].

Tak powstał idealistyczny pomysł stworzenia esperanto, który był nie celem samym w sobie, a narzędziem umożliwiającym powołanie nowej tożsamości z neutralną religią, językiem i etyką. Tak więc Białystok jawił się jako wielka aglomeracja z wielością języków i narodowości, gdzie nie brak było na tym polu konfliktów i dyskryminacji. Jednak niezależnie od sytuacji problematycznych, białoruscy aktywiści zawsze podkreślali rolę języka w podtrzymywaniu tożsamości mniejszościowej. Sytuacja opisana przez Zamenhofa dobrze przedstawia powody, dla których emigranci z wsi starali się ukryć swoje białoruskie pochodzenie. Wieloletnie wynaradawianie oraz intensywny rozwój miast przemysłowych przyczyniły się do niewykształcenia się białoruskiego mieszczaństwa narodowego.

Zadanie zamaskowania wiejskiego rodowodu było trudne ze względu na mowę, którą posługiwali się mieszkańcy Podlasia. Jest to bowiem obszar, gdzie od wieków istniały obok siebie i przenikały się języki takie jak: polski, białoruski, ukraiński, w mniejszym stopniu litewski i rosyjski. Część społeczeństwa, szczególnie na wsi nie posługuje się ani językiem polskim, ani białoruskim, a dialektem zbliżonym do języków wschodniosłowiańskich. Nazywano go mową „prostą” lub „tutejszą”. Większy prestiż języka większości na tych terenach prowadzi do zmniejszenia zasięgu używania języka rodzimego, prostego do kontaktów z bliskimi oraz posługiwania się w kontaktach oficjalnych językiem polskim[7].

Entuzjastyczne podejście wobec polskiej kultury wytworzyło sytuację bilingwizmu podrzędnego, w ramach którego społeczność odchodzi od swojego języka ojczystego i przyjmuje układ odniesienia drugiego, obcego. Oczywiście dwujęzyczność niesie ze sobą również wiele pozytywnych aspektów. Człowiek ma możliwość wtedy wyrażania siebie w języku rodzimym, a także może czerpać z kultury drugiej narodowości, którą poznaje za pośrednictwem języka nabytego. Trudno jednak zachować proporcje w posługiwaniu się dwoma językami i najczęściej dochodzi do nierówności. Zmiana języka pociąga za sobą o wiele dalej idące konsekwencje niż tylko wybór w celach komunikacji drugiego systemu znaków, prowadzi bowiem również do stopniowego przyjmowania innego sposobu hierarchizacji wartości. Dalszym następstwem może być reorientacja przynależności do danej grupy narodowej. Dwujęzyczność, życie wśród dwóch kultur niesie ze sobą pewne przeobrażenia struktur myślowych. Zgodnie z koncepcją Sapira-Whorfa każdy z języków w inny sposób określa istniejącą obiektywnie rzeczywistość, a więc narzuca określony sposób odbioru świata. Nieunikniona zatem dla jednostki dwujęzycznej staje się przebudowa, lub co najmniej modyfikacja systemu intelektualno-poznawczego. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że osoba przejmie, bardziej lub mniej świadomie, normy i punkt widzenia, typowe dla użytkowników drugiego języka przy jednoczesnym odejściu od własnej, rodzimej kultury i utracenia duchowej więzi z ojczyzną, szczególnie w przypadku gdy jeden z języków cieszy się większym prestiżem niż drugi[8].

Zdarza się, że respondenci w przeprowadzanych badaniach dialektologicznych na terenach pogranicza nie traktują języka lokalnego jako wyznacznika przynależności narodowej. Bardziej skłonni są postrzegać w kategoriach narodowościowych wiarę prawosławną. Język codziennych kontaktów nie stanowi czynnika narodowościowych rozróżnień, dlatego nie jest  postrzegany jako odrębna narodowa mowa. W przypadku, gdy mieszkańcy Podlasia posługują się jego odmianą gwarową, a nie wariantem literackim, występuje tendencja do neutralizacji różnic pomiędzy poszczególnymi językami, co obrazuje wypowiedź jednego z ankietowanych z badania Justyny Straczuk, analizującej wielojęzyczność pogranicza:

– Dobrze pan mówi po polsku.

– No, tam dobrze to nie tak. U nas prosty język taki. Prosty – taki sam i litewski[9].

Brak rozgraniczenia między językami sprzyja ich interferencji. Wielojęzyczność na pograniczu, posługiwanie się naprzemiennie różnymi językami traktowane jest przez mieszkańców jak jedna kompetencja językowa. Często język prosty postrzega się przez pryzmat społeczny, wskazując na jego niski prestiż, a także niedopasowanie do miejskiego, „światowego” życia oraz społeczeństwa większościowego, posługującego się „normalnym” językiem polskim. Justyna Straczuk przytacza następującą wypowiedź kobiety urodzonej w 1950 roku ze wsi Topolany województwa podlaskiego:

Tak jak ja jeszcze pamiętam, to mnie się wydaje, że większość starszych osób między sobą porozumiewała się po prostu, językiem takim wsiowym, natomiast do dzieci mówiło się po polsku.(…) Były rodziny, które uważały, że nakłanianie dzieci, żeby one mówiły takim czystym polskim, to jest dla nich dyshonor. (…) No i te dzieci były rzeczywiście pokrzywdzone, bo różniły się od nas bardzo. Przy wyjazdach na przykład do miasta, czy gdzieś tam takie dziecko bało się otworzyć buzię, bo wokoło niego ludzie wszyscy mówili normalnym polskim językiem[10].

Posługiwanie się językiem polskim stawało się zatem pewnego rodzaju kapitałem kulturowym młodych ludzi, dzięki któremu będą oni w stanie wybić się poza lokalność. Znajomość mowy państwowej nobilitowała społecznie, natomiast używanie języka „tutejszego” odbierano jako czynnik mogący spowodować uniemożliwienie upragnionego awansu, a więc odrzucenie go nie wzbudzało wielu zastrzeżeń.

Osoby zainteresowane procesem formowania się świadomej narodowo mniejszości białoruskiej w Polsce serdecznie zapraszamy do odwiedzania naszej strony. Część druga artykułu, obejmująca lata 1956 – 1970 już wkrótce.

[1] Zob. Iwona Butmanowicz-Dębicka, Nowe obszary pogranicznej inercji,  [w:] Żywia Leszkowicz-Baczyńska (red.), Transgraniczność w perspektywie socjologicznej: nowe pogranicza?, Lubuskie Towarzystwo Naukowe, Zielona Góra 2006, s. 335-336.
[2] Zob. Andrzej Sadowski, Pogranicze polsko-białoruskie. Tożsamość mieszkańców, Trans Humana, Białystok1995, s.13-16.
[3] Tamże. 16-17.
[4] Zob. Danuta Zawadzka, Rafa regionu. O przemianach pamięci w literaturze pogranicza polsko białoruskiego, Białostockie Studia Literaturoznawcze, nr 3 (2012), s. 161.
[5] Zob. Danuta Zawadzka, Rafa regionu.., dz.cyt., s. 161-162.
[6]Ryszard Kraśko, Ludwik Zamenhof – twórca esperanto, [w:]. Jerzy Joka (red.), Studia i materiały do dziejów miasta Białegostoku, t. 3, , Białystok 1972, s. 122.
[7] Por. Elżbieta Czykwin, Białoruska mniejszość narodowa. Problem asymilacji w kontekście stygmatu społecznego, [w:] Teresa Zaniewska (red.) Białorusini, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa, 2010, s. 22.
[8] Por. Jan Franciszek Nosowicz, O roli języka ojczystego diaspory, Polsko-białoruskie związki językowe, literackie, historyczne i kulturowe I, Grodno 1999, s. 57.
[9] Justyna Straczuk, Wielojęzyczność pogranicza: od tutejszości do nowej lokalności, [w:] Anna Engelking, Ewa Golachowska, Anna Zielińska (red.), Tożsamość – język – rodzina: z badań na pograniczu słowiańsko-bałtyckim, Slawistyczny Ośrodek Wydawniczy, Warszawa 2008, s. 102.
[10] Tamże, s. 101.