Kategorie
Ostatnie
Popularne

Były wybory, tylko nie było wyboru

O wyborach mówi się, że to święto demokracji. Wczorajsze wybory na Białorusi były świętem w pełnym znaczeniu tego słowa – w komisjach wyborczych tańce, śpiewy, poczęstunek… tylko niestety z demokracją to święto miało niewiele wspólnego.

Łukaszenka pobił swój rekord – „zwyciężył” z wynikiem 83,49% (w poprzednich latach otrzymał: 1994 – 80,6%, 2001 – 75,65%, 2006 – 83,0%, 2010 – 79,65%).

6, 4 % wyborców głosowało przeciwko wszystkim. Na trzecim miejscu, z wynikiem 4,42% znalazła się Tacciana Karatkievič, aktywistka kampanii „Mów Prawdę” („elegancko” nazwana wczoraj przez Łukaszenkę „człowiekiem w spódnicy”). Na Siarhieja Hajdukiewiča, przewodniczącego Partii Liberalno-Demokratycznej zagłosowało 3,32%, a na Nikolaja Ulachoviča, przewodniczącego Białoruskiej Partii Patriotycznej — 1,67%.

Frekwencja wyniosła ok. 87 proc. Wstępne wyniki głosowania podała w Mińsku szefowa białoruskiej Centralnej Komisji Wyborczej Lidzija Jarmošyna.

Tym samym Aleksander Łukaszenka został „wybrany” na piątą już kadencję. Funkcję prezydenta sprawuje niepodzielnie od 1994 roku.

Liderzy białoruskiej opozycji Mikalaj Statkievič, Uladzimir Niaklajeŭ i Anatol Liabiedźka wzywają do nie uznania wyników wyborów. Uladzimir Niaklajeŭ, kandydat na prezydenta z 2010 roku, powiedział że „spektaklu, który odegrała białoruska władza, nie można nazywać wyborami.”

Jak to mówią Białorusini: „U nas są wybory, tylko nie ma wyboru”

Zdj. źródło: http://censor.net.ua/