Kategorie
Ostatnie
Popularne

Stopklatki z białoruskiej codzienności. Odc. 1 Schody


Rozpoczynamy nowy cykl „Stopklatki z codzienności” – przedstawiający elementy białoruskiej rzeczywistości, na które przeciętny Polak zareaguje: „Ooo, my mamy inaczej”. I na tym właśnie „inaczej” się skupimy. Bo my lubimy porównywać. Gdziekolwiek za granicą się nie znajdziemy, możemy usłyszeć od rodaków „U nas nie ma takiej szynki”, „O, ser dwa razy drożej niż u nas”, „Nasze pączki mniej słodkie”. Nie przyjmujemy rzeczy takimi, jakie one są. Dopiero płaszczyzna porównania sprawia, że możemy jakieś zjawisko przyjąć i dodać do szufladki z etykietką: lepiej niż u nas lub gorzej niż u nas. Tego akurat w artykule chciałabym uniknąć. Nie będziemy wartościować, ale metoda porównawcza czemu nie, będzie używana bez ograniczeń. Wyłapiemy ważne i mniej ważne, na poważnie i w żartach elementy egzotyki u naszych białoruskich sąsiadów.

W trosce o zdrowe oczy i intelektualne-nie-przeciążenie naszych czytelników, opisywane będzie tylko jedno zjawisko w każdym z artykułów w formie luźnej, dygresyjnej refleksji. Poza tym dowiedzieliśmy się ostatnio, że w internetach nikt nie czyta, tylko ogląda się obrazki. Wiemy, że wy jesteście wyjątkowi i czytacie, ale wolimy tego nie sprawdzać. Zachęcamy do obszernego komentowania, wylewania żółci, wymądrzania się „ja wiem lepiej” i dzielenia własnym doświadczeniem. Nie trzeba koniecznie czytać artykułu, żeby go skrytykować. Niech to będą nasze nieujęte regulaminem zasady.

Zaczniemy od tematu na pierwszy rzut oka niepozornego, ale mogącego mieć niebagatelne konsekwencje dla całej nacji zjawiska, jakim są schody i przejścia podziemne.


SCHODY

PRZEJŚCIA PODZIEMNE

 

Na początku nie zwracasz na nie uwagi, nie rzucają się nachalnie swoją obecnością. Jednak po kilku godzinach zwiedzania zaczynasz czuć konsekwencje ich istnienia w nogach i trochę wyżej. Gdy się przyjrzycie – w Mińsku schody są wszędzie, w dużej ilości, w niezliczoności przejść podziemnych pomiędzy ulicami, w chruszczowkach i centrach handlowych. U nas w Polsce przechodzicie sobie przez ulicę na pasach. W Mińsku ulice są szerokie, to aleje dostosowane do parad, marszy i defilad. Raj dla zmotoryzowanych mieszkańców. Piesi muszą ustąpić i przecinać ulice pod ziemią. Schodami w dół, schodami w górę. A co mają powiedzieć ci błądzący, ci, którzy nigdy nie wiedzą, czy teraz w lewo czy w prawo? Wychodzą w zupełnie innym miejscu niż planowali i znowu na dół i w górę. A jeszcze jak macie walizki? Noo, lepiej do Mińska wybrać się z plecakiem.

W labiryncie korytarzy

Schody i przejścia podziemne dają się we znaki wszędzie, ale chyba tylko obcokrajowcom. Nie słyszałam nigdy Białorusina, który narzekałby na schody, ale generalnie Białorusini narzekają znacznie mniej niż Polacy. Ja natomiast stworzyłam swoją listę znienawidzonych rond, przejść i innych obiektów infrastruktury, których gdyby nie było, żyłoby się lepiej. Przynajmniej mi. Numer jeden to przejście podziemne przy metrze Puškinskaja. Jako że przyszło mi żyć właśnie tam, przejście nie do ominięcia. Wszystkie rozwidlenia są podobne i wszystkie potrzebne. To na lewo – do biura, tam pośrodku – do Velcomu, a uniwersam Sosiedi – na lewo, ale bardziej pośrodku niż to pierwsze, na prawo – przystanek, gdzie się jechało na Ždanowičy. Ogólnie dużo ważnych wyjść, które się ze sobą zawsze myliły. Rozwidlenie do domu zapamiętywałam po plakacie pośladków, które reklamowały jakąś maszynę do masażu. Zawsze szukałam wzrokiem tej pupy i to był mój drogowskaz do domu. Dodając do tego fakt, że numeracja budynków bywa zupełnie nieintuicyjna i nielogiczna, (31…33… co tu, cholera, robi 67?! )długie spacery i odpowiednią dawkę ruchu macie zagwarantowaną.

Chociaż jestem zwolenniczką miasta dla pieszych i dla rowerzystów, przejścia podziemne robią klimat. I kojarzą się z Mińskiem, tworzą jego charakter. Mają specyficzny zapach, tak jak metro. Są jak słabo skomunikowany z resztą, jak trochę stęchły pokoik na poddaszu, do którego się trzeba przedzierać po schodach, ale ten pokoik właśnie kojarzy wam się z tym domem i reprezentuje go w waszych wyobrażeniach.

Tak zwane konkluzje

O samych schodach już chyba wszystko zostało powiedziane. Ja mieszkałam na czwartym piętrze bez windy, ale w porównaniu z liczbą pokonywanych w ciągu dnia stopni, tych kilka dodatkowych naprawdę nie robi różnicy. W Mińsku jest nawet więcej schodów niż aptek i sklepów całodobowych z alkoholem w Warszawie, czyli jednym słowem dużo. Jakie płyną z tego wnioski:

1. W Mińsku jest więcej przejść podziemnych niż u nas.
2. Białorusinki mają tak fajne figury, bo są zmuszone dużo chodzić i się wspinać, co jednak nie tłumaczy zagadki, dlaczego zasada ta nie odnosi się do przedstawicieli płci męskiej.


Na koniec dla wytrwałych animacja Stefan Schabenbecka ze schodami w roli głównej właśnie. Idealna ilustracja tego, jak można się poczuć w Mińsku. I w życiu. Uwaga: Film może zawierać wątki egzystencjalne.