Kategorie
Ostatnie
Popularne

Samochodem do Grodna – wiza free – krótki przewodnik: co, gdzie, za ile, dlaczego i po co to wszystko

Za nami majówka, a przed nami szykuje się kolejny długi weekend, związany z Bożym Ciałem. 31 maja, a więc czwartek będzie wolny, co przy wolnym piątku daje nam 4 dni wolnego. Jest to zupełnie wystarczający czas na to, żeby odwiedzić Grodno. Ruch bezwizowy naprawdę działa i nie trzeba biegać po ambasadach, żeby dostać pozwolenie na wjazd do Białorusi. Pewne formalność jednak pozostają i żeby wam pomóc i przeprowadzić przez ten proces, przedstawię krótko, a treściwie, jakie kroki trzeba podjąć, żeby do Grodna wybrać się samochodem.

Możecie oczywiście pokonać tę drogę autobusem, pociągiem, rowerem i pewnie nawet balonem, ale auto może być najbardziej wygodnym rozwiązaniem, jeśli planujecie wyjazd ze znajomymi w liczbie <4. Na samodzielną podróż, rekomendowałabym pociąg/autobus, co też ma swój urok, ale to temat na oddzielny artykuł.

Znajdziecie tu też dużo porad z życia wziętych, których nie znajdziecie na rządowych stronach czy innych oficjalnych źródłach. Jako, że nasz portal jest całkowicie niezależny, nie będziemy tu promować „zaprzyjaźnionych” biur podróży czy ubezpieczycieli, którzy płacą nam za reklamę, bo po prostu za nią niestety nie płacą;)

Jeśli natomiast ktoś bardzo potrzebuje konkretu, może do nas napisać na priv, możemy doradzić, z czego korzystaliśmy i co polecamy z własnego doświadczenia.

 

Krok 1 – kontakt z biurem turystycznym

Sprawa wygląda tak: piszemy do biura, że chcemy pojechać do Grodna w ramach wiza free i prosimy o szczegóły ich ofert. Biuro najczęściej oferuje nam jakiś bilet do muzeum czy inną atrakcję, co jest niezbędne, żeby podróżować w ten sposób i przekroczyć na legalu granicę. Cała impreza powinna kosztować nas około 8 euro. Biuro zapyta nas, gdzie planujemy przekraczać granicę i w to miejsce wyśle informacje o nas, że taki a taki obywatel RP będzie wjeżdżał na terytorium RB we wskazanym terminie. Można wjeżdżać do Grodna od strony Białegostoku, jadąc przez Kuźnicę i to zazwyczaj najlepsza opcja. Możliwy jest też wjazd od strony Litwy, jeśli komuś tak wygodniej.

Tutaj zdecydowanie polecam googlować sobie białoruskie biura, ze względu na cenę. Jedna polska firma zaproponowała mi formalności związane z wisa free, w ramach których mieliśmy bilet do muzeum za 120 zł. Białoruska firma zaoferowała to samo za 8 euro.

Jak się dogadacie, robicie przelew/podajecie dane karty płatniczej i wszystko. Nawet w białoruskich biurach pracownicy piszą po polsku, więc niekoniecznie trzeba znać bielaruskuju mowu czy ruskij jazyk.

 

Krok 2 – ubezpieczenie

Na każdy dzień pobytu trzeba być ubezpieczonym, są to groszowe sprawy i właściwie nie ma większego znaczenia, czy będzie to firma białoruska czy polska. Czasem biura podróży od razu oferują visa free + ubezpieczenie, ale można je też kupić oddzielnie. Kolega kupił w polskiej agencji, zapłacił za 3 dni całe 8 zł, ja kupiłam w tym samym biurze, co wiza free i zapłaciłam 4 euro.

 

Krok 3 – zielona karta – ubezpieczenie na samochód

To ubezpieczenie honorowane na terenie RB i jeszcze kilku krajów. Załatwia się je bardzo łatwo. Wystarczy iść do swojego ubezpieczyciela i powiedzieć, że potrzebujecie zielonej karty. Większość ubezpieczycieli wydaje je bezpłatnie lub za uiszczeniem symbolicznej kwoty. Uwaga: zielona karta działa dopiero od dnia następnego, dlatego trzeba ją zdobyć wcześniej niż w dniu wyjazdu.

 

Krok 4 – niezbędne dokumenty

 

Przed wyjazdem upewnijcie się, że macie przy sobie:

– paszport – tak, tak, jest konieczny, bez niego zawrotka, na dowód tu nie działa 😉

– dowód rejestracyjny samochodu – trzeba być właścicielem lub współwłaścicielem

– zielona karta na samochód

– wydrukowane ubezpieczenie i dokumenty od biura podróży wiza free

 

Krok 5 – podróż

Przechodzimy do najciekawszej części, czyli przekraczania białoruskiej granicy. Dla mnie było to nowe doświadczenie, bo do tej pory zawsze podróżowałam do Białorusi autobusem czy pociągiem, pojawiła się więc duża ekscytacja, i pytanie, co mnie czeka jadąc autem. Jak to mówią, każdy ma jakieś swoje trele.

 

Omijanie kolejek

Zbliżając się do przejścia granicznego zauważycie sznur samochodów na białoruskich blachach. Kiedy się on zacznie wymijacie go i… jadąc przez pewien fragment drogi pod prąd zostawiacie długą kolejkę za sobą. Tak, tak, to nie żadne bajki, to chyba jedyna sytuacja w życiu, kiedy posiadanie polskiego paszportu daje jakiekolwiek profity. Polacy po prostu nie muszą stać w kolejce i mogą pojechać pasem dla vipów, który znajduję się po lewej stronie od zasadniczej kolejki. Dzięki temu zaoszczędzicie godziny nerwów, nudów, a może kto wie, świetnej zabawy w planszówki. Niemniej, polecam raczej skorzystać z tego rozwiązania, nie wiąże się ono bowiem z całkowitym pozbawieniem się czekania w kolejce, bo ono też się zadzieje, tylko trochę później.

Niektórzy pogranicznicy są mili, inni mniej, ale na pewno nie należy się ich bać. Ja na przykład,wjechałam na początku nie tam, gdzie trzeba, nie zwracając uwagi na znak zakazu, ale nikt mnie nie ostrzelał, tylko ze zrozumieniem wskazali, którędy należy jechać, także bez obaw.

 

Tajemniczy talończik

Gdzieś na samym początku otrzymacie karteczkę z cienkiego niczym papirus pergaminu, którą nazywają „talończik” i którą bardzo łatwo zgubić, a która jest bardzo bardzo ważna. Później w innych miejscach będą was pytać „a talończik gdie?”, „dajcie talończik”, „pakażycie talończik”, etc. Wtedy właśnie trzeba pokazywać tę cienką, bardzo ważną karteczkę. Co ciekawe na koniec wam ją zabiorą i będziecie zastanawiać się przez kolejne lata, po co był ten talończik i w czym tkwi jego moc.

 

Kontrola paszportowa

Po otrzymaniu talończika jedziecie dalej i zatrzymujecie się, gdzie wszyscy, przed budkami z kontrolą,dostępne są trzy pasy. My wybraliśmy ten lewy, ale środkowy też jest ok, na prawym z tego, co pamiętam stały tiry. Trzeba wyjść z samochodu razem ze wszystkimi pasażerami i w pierwszej budce pokazać paszporty i te inne papiery, o których było wyżej. Można poprosić pogranicznika/pogranicznicę w budce, żeby wam dał/-a mapę płatnych i bezpłatnych dróg, bo uwaga: niektóre drogi w Białorusi są płatne (tylko dla obcokrajowców). Droga do Grodna może być i płatna i bezpłatna. Rekomenduję tę drugą opcję. Jeśli jednak z jakichś powodów wybierzecie opcje drogi płatnej, trzeba na stacji za przejściem granicznym zaopatrzyć się w urządzenie, które przyklejacie do szyby i doładowujecie na ileś tam rubli. Nie są to zawrotne sumy, a niewykorzystane ruble zwracają wam później, bodajże przy wyjeździe, ale ręki nie dam sobie za ta informacje uciąć. Jeśli wybierzecie płatną drogę, ale zlekceważycie ten przyrząd, czekają was wysokie mandaty rzędu 100 euro.

 

Przeszukiwanie samochodu

Później wracacie do samochodu i czekacie aż pogranicznicy sprawdzą samochody przed wami. My mogliśmy obserwować, tak zwany „kanał”, czyli sytuację, kiedy bardzo podejrzani turyści zostają poproszeni o zjechanie w lewo i ich samochód jest dokładnie sprawdzany z każdej strony. Bardzo podejrzani turyści wyglądali jak zbłąkani studenci białorutenistyki z Białegostoku, ale intuicja pogranicznika jest niezbadana. Czasem w tym miejscu przechadzają się psy i niuchają w poszukiwaniu substancji psychoaktywnych, które nota bene w Białorusi są o wiele droższe niż w Polsce, a za ich posiadanie grożą dotkliwe, nieadekwatne kary, ale to już temat na oddzielny artykuł.

 

Wypełnianie bardzo ważnych dokumentów

W trakcie czekania bierzecie po dwa arkusze dokumentów do wypełnienia. Znajdują się one mniej więcej na środku pomiędzy jedną budką a drugą. Na tablicy macie polską wersję językową, więc można sobie na spokojnie przy tej tablice wypełnić druki. Wpisuje się tam dane osobowe, miejsce zameldowania i informacje, dotyczące pojazdu, którym podróżujecie. Ważne: nie wolno tego zgubić, bo trzeba pokazać te dokumenty przy wyjeździe, jeśli je zgubicie, niestety nie wyjedziecie. Wypełnia się szybko. My w ogóle tego nie zauważyliśmy i wypełnialiśmy na kolanie w czasie oględzin samochodu. Jakiegoś wielkiego trzepania nie było, obejrzeli, czy nie ma trupa w bagażniku i tyle. Później trzeba było wyjąć i otworzyć walizki, ale też bez dużego zaangażowania ze strony konrolujących. Na wszelki wypadek nie trzymajcie nielegalnych rzeczy czy jakichś seks zabawek na wierzchu, bo przy otwieraniu wszyscy je zobaczą i będzie krępująco.

Później pogranicznik sprawdza jakiś indywidualny numer samochodu z dowodu rejestracyjnego i porównuje go z tym odbitym na samochodzie, ale my razem z pogranicznicą nie mogliśmy go znaleźć na aucie, dlatego machnęli ręką i kazali nam jechać dalej.

 

Finisz

Później już była tylko jedna bramka, gdzie zabrali nam talończik i fruu, jesteśmy na białoruskiej ziemi. Zaraz za przejściem granicznym jest stacja benzynowa, gdzie można zrobić siku, ale jest płatna i trzeba mieć kopiejki. Jeśli nie macie rubli z poprzednich wyjazdów, pozostają inne opcje, ale można wytrzymać, bo Grodno od przejścia jest naprawdę blisko. Jeśli nie chcecie władować się na płatną drogę, trzeba podążać za kierunkowskazami na Grodno,przejeżdża się wtedy pod mostkiem. Zawsze można się też wesprzeć mapą, którą wzięliście wcześniej. Warto też wiedzieć, że w Białorusi jest o wiele tańsze paliwo. Informacje o tym, co można ciekawego zobaczyć w Grodnie, znajdziecie w naszym wcześniejszym artykule pod tym linkiem.

Grodno dla turystów: niezwyczajne muzea miasta, które warto odwiedzić

 

Droga powrotna

Jadąc do przejścia granicznego nie kierujcie się, jak w drodze do Grodna, trasą pod mostem, bo okaże się w pewnym momencie, że ” o żesz, $@%$, jedziemy pod prąd”. Jeśli chodzi o sprawy na granicy, sytuacja wygląda analogicznie, z tą różnicą, że na początku stoi się w kolejce ze wszystkimi na „krasnym kanale”, a kolejka na obywateli Unii i pozostałych rozgałęzia się dopiero po pierwszej bramce. A i do Polski możecie przewieźć tylko dwie paczki papierosów. Dwie paczki. To nie to samo co dwa kartony. Ale nas nikt specjalnie nie sprawdzał, także wiecie, różnie może być.

 

Tak zwane ciekawostki

Z ciekawostek, mimo całej biurokracji i sterty papierków, które trzeba mieć, białoruski pogranicznik w drodze powrotnej, kiedy podeszłam odebrać swój paszport, dał mi kilka paszportów, ludzi za mną, mówiąc „weź daj tamtym”. Tak więc parę absurdzików rodem z dawnych, minionych epok w Białorusi można zaobserwować to tu to tam.

 

Z ciekawostek, numer 2 – nam na granicy, ze względu na ciągłe zatrzymywanie się i ruszanie padł akumulator, ale na szczęście pan jadący za nami miał ośmioro dzieci, które wybiegły i popchały auto, a Pan przed nami wyjaśnił, żeby ruszać z dwójki. Nie udało mi się dwa razy, co bardzo pana zdenerwowało i zaczął na mnie krzyczeć, ale to nieważne, bo przecież intencje miał dobre. Tak więc podładujcie akumulatory i nie zgubcie talończika. A Grodno naprawdę warto odwiedzić. Jest tam dużo zieleni, łąki w środku miasta i pięknej drewnianej architektury. Szerokiej drogi!